5 rzeczy, których nie powie agent ubezpieczeniowy

Kto z nas nie spotkał się z tematem ubezpieczeń? W szkole dostawaliśmy od rodziców pieniądze, które nieśliśmy pani wychowawczyni na ubezpieczenie szkolne. I tak aż do matury. Po maturze – studia lub praca. I tu mamy ubezpieczenia, i tu. Kupujesz auto? Musisz mieć OC. Bierzesz mieszkanie na kredyt? Musisz mieć ubezpieczenie mieszkania i polisę na życie. Chcesz dostać godziwą emeryturę? Możesz nabyć polisę na życie i dożycie, i wziąć pieniądze kupką, kiedy spełnisz warunki. Wszyscy wiemy, jak działa ochrona zdrowia w Polsce, stąd wiele osób decyduje się na zawarcie polisy ochronnej. Chcemy zabezpieczyć dzieci i ich przyszłość, i tak dalej, i tak dalej. Kupno polisy jest proste. Idziesz, płacisz, podpisujesz, masz. Ale jak to zrobić dobrze? I na co uważać?

Jak kupić ubezpieczenie?

Możliwości jest kilka, ale wchodzenie w szczegóły nabycia polisy nie jest tematem tego artykułu. Tematem jest postać, która takowe ubezpieczenie zechce nam sprzedać.

Agent ubezpieczeniowy.

Ten potwór ma kilka form. Może to być nasz znajomy, który wszedł w biznes. Może do nas zadzwonić. Może zaatakować nas na stronie internetowej, gdzie czytamy: “Jak nie klepać biedy na emeryturze?”. Wzdragamy się na samą myśl o konfrontacji z agentem ubezpieczeniowym, bo podświadomie czujemy, że to menda, i chodzi mu tylko o kasę. W wielu przypadkach będziemy mieć rację.

Część agentów ubezpieczeniowych będzie sprawiała wrażenie, jakby chciała nam pomóc. W jakimś stopniu jest to podyktowane ich dogorywającą moralnością (szczególnie jeśli są młodzi), ale w dużej mierze to efekt szkoleń i nakierowania na klienta. Jeśli nawiążemy z klientem więź, łatwiej nam zaufa. Jeśli zaufa, łatwiej odda siano.

Możliwe że kilku agentów się oburzy. “Co?! Ja tak nie postępuję!”. Proszę zatem napisać w komentarzu, kiedy, komu i dlaczego podarowaliście prowizję. To będzie dla Was świetna reklama.

Spędziłem w branży kilka lat. Tego i owego się nauczyłem. Wiele razy słyszałem klientów, którzy zarzucali moim szefom, lub mnie samemu, że za hajs sprzedalibyśmy własną matkę. Każdy agent odpowie: “W żadnym wypadku”, ale to też częściowa prawda. Gdyby moi szefowie mieli odpowiedzieć szczerze, spytaliby o prowizję za matkę.

1. “Mam w dupie ciebie i twoją przyczepkę”

old men laughing agent ubezpieczeniowy

Za moich czasów składka za przyczepkę wynosiła mniej niż 100 zł. Na samym początku – mniej niż 50. Było paru gości, którzy przez 365 dni w roku mieli do ubezpieczenia tylko tę jedną przyczepkę. Bo mus.

Dom? Aaa, 30 lat stoi nic się nie stało.

OC na samochód? A to mam u tego, bo Ty mi drogo policzyłeś.

Pole? Uprawy? A to nie ubezpieczam. Może nie będzie gradu.

Koniec końców gość przynosił do firmy tyle hajsu, że agentowi ledwie starczyłoby na piwo.

To nie przeszkadzało klientowi zachowywać się tak, jakby ubezpieczał co najmniej ogromną firmę z flotą dwudziestu ciągników siodłowych po 7 000 zł za jedno OC.

Jedno z kłamstw, które agenci ubezpieczeniowi powtarzają najczęściej, to: “Wszystkich klientów traktujemy jednakowo”. Ale mówią to tylko w twarz. Ci dobrzy traktują jednakowo, bo takie są standardy w firmie. Będą się uśmiechać, choćbyście ich klęli w żywe kamienie. Prawda jest jednak taka, że o waszą przyczepkę nie zadbają tak, jak o ubezpieczenie firmy czy domu. I Wy nie powinniście się tak zachowywać.

W skrajnym przypadku mogą np. zapomnieć o terminie Waszego ubezpieczenia i przyjdzie Wam wznowienie automatyczne. Gołe OC, z reguły nieco drożej niż normalnie. Zapomną też powiedzieć, że automatyczne wznowienie OC można wypowiedzieć w każdej chwili, jeśli tylko ma się ubezpieczenie gdzie indziej. Nie pomogą Wam wysłać wypowiedzenia. Omyłkowo zaznaczą coś źle i zwalą to na awarię, a Wam przyjdzie dopłata. Znałem jeszcze kilka myków, ale po tylu latach nie wszystkie pamiętam.

Jest doktryna, by klienta z małoskładkowym ubezpieczeniem traktować dobrze, bo tę przykładową przyczepę może ciągnąć traktorem za 500 tysięcy w kredycie po stu hektarach pola. Oprócz tego ma wypasioną chałupę, a kiedy nie orze, nie pryska i nie dokarmia upraw, wsiada w beemkę i jedzie na wakacje nad morze. Pełen pakiet OC + AC na ciągnik, ubezpieczenie rolników, ubezpieczenie upraw, polisa na niemały dom i budynki rolnicze, pakiet na beemkę, ubezpieczenie turystyczne i być może ubezpieczenie na życie, “A bo to wiadomo, co się w polu może stać? U nas na wsi babę ciągnik zadusił”. Żona czymś musi jeździć, dzieci czymś muszą jeździć, potencjał jest ogromny. Potraktuj takiego klienta z buta, to dziesięć tysięcy prowizji poniesie komuś innemu.

2. “Mam gdzieś, że pójdziesz gdzie indziej”

“Pójdę do kogo innego!”.

Jeśli nie masz firmy, za którą składka wynosi (w zależności od rozmiarów agencji) kilka ładnych tysięcy, jeśli to nie jest pakiet na Mercedesa GLE prosto z salonu, jeśli to nie jest kompleks nieruchomości – daruj sobie te słowa. Agent ubezpieczeniowy, który nie ma noża na gardle i za 20 zł prowizji nie będzie skłonny całować Cię po tyłku, pokaże Ci drzwi. Chcesz iść gdzie indziej? Idź. Spacer jest zdrowy. Może uznasz, że nie potrzebujesz samochodu. Wszystkim to wyjdzie na dobre.

Serio, ubezpieczenia komunikacyjne, a w szczególności OC na osobówki to najbardziej pogardzana gałąź ubezpieczeń. To zło konieczne w każdej firmie ubezpieczeniowej. Robią, bo ktoś musi robić, ale majątku na tym nie zbijają. Prowizje w OC komunikacyjnym są najniższe w całym filarze. Szkodowość ogromna, wpływy małe. Żeby OC się firmom opłacało, musiałoby kosztować po kilkanaście tysięcy za samochód. A i to nie wiem.

Kiedyś przyszedł gość z OC na motorower ze składką 59 zł. Oburzył się, że co tak drogo, i zagroził, że pójdzie gdzie indziej.

I poszedł. Nikt po nim nie płakał.

3. “Nie, ta polisa nie pokrywa wszystkiego”

Wielu z Was nie wie, że istnieje coś takiego, jak zakres ubezpieczenia. Pod tym pojęciem możemy umieścić zarówno szerokość pakietu (liczbę zdarzeń, za które firma odpowie), jak i jego wysokość (maksymalne świadczenie, jakie firma zapłaci). Im szersza polisa, tym więcej będzie kosztować. Jeśli ma obejmować absolutnie wszystko, możecie nie mieć dość kasy, żeby ją opłacić.

Jako klienci nie będziecie pytali o każde ryzyko z osobna. Spytacie najczęściej: “Czy ta polisa wszystko obejmuje?”. I najczęściej usłyszycie: “Tak”. Będzie to nieprawda, bo żadna polisa nie obejmuje wszystkiego. Jeśli wykupicie najdroższe AC i celowo podpalicie auto, to nikt Wam za to nie odda. Jeśli ubezpieczycie dom full wypas opcja na sto milionów złotych i zrzucicie na niego pianino – też Wam nikt za to nie odda.

Szczególnie często ma to miejsce w przypadku leasingu lub kredytu. Wtedy klient przychodzi z określonym zestawem wymogów, jakie stawia właściciel mienia (bo to leasing jest właścicielem, nie klient) i polisa musi jest spełniać. Dopóki samochód jest w leasingu, wszystko jest cacy, bo polisę wysyła się do ziutka, który to sprawdza. Jeśli ziutek sprawdzi i powie: “Na, na. Tu jest wpisane potrącenie za amortyzację, a ma być bez”, nie puści wniosku. Leasing to nie lada gratka dla agenta ubezpieczeniowego, bo klient niejako musi brać, co dają. Nie może zrezygnować z tej czy tamtej rzeczy, bo leasing nie pozwoli. Wówczas klient jest skłonny zapłacić więcej.

Potem leasing się kończy, ale agent ubezpieczeniowy wkręca klientowi, że potrzebuje szerokiego zakresu i pełnego pakietu. Składka się nie zgadza, coś się odkliknie, spadnie o te parę złotych, klient weźmie, nie dopyta. Z tego miejsca Was przestrzegam – zawsze czytajcie wnioskopolisę. A jak macie wątpliwości, wyślijcie mi ją na maila, to Wam powiem, czy coś jest nie tak.

4. “To nie jest najtańsza opcja, jaką mogę ci dać”

Zdarza się, że w możliwościach agenta ubezpieczeniowego jest zrobienie polisy taniej, niż na początku proponuje. Rzadko kiedy od tego zaczyna z dwóch powodów:

  1. Jeśli klient weźmie drożej, zawsze to te parę złotych do przodu.
  2. Jeśli nie weźmie, jest z czego spuścić.

W skrajnych przypadkach, gdy zna klienta bardzo długo, i zna sytuację na rynku, może to sobie darować, bo wie, że ten klient drożej nie weźmie. W każdej innej sytuacji – będzie się starał wyciągnąć jak najwięcej. I też trudno mieć o to żal. Kto nie chciałby zarabiać więcej?

Najgorsze w tym jest to, że nigdy nie będziecie do końca pewni, czy dostaliście najkorzystniejszą opcję. Może gdzieś jest coś, co kosztuje mniej, ale nikt tego nie proponuje, bo prowizja jest zbyt niska. Agent ubezpieczeniowy powie, że zakres jest gówniany, a likwidacja szkody trwa wieki. Tak czy inaczej i tak by Wam to odradził. A Wy bez uprawnień z KNF, licencji i programu do wypisywania polis

5. “Celowo źle wpisałem dane”

To, co się wyprawia w danych, to prawdziwe jaja.

Słyszeliście kiedyś, jak agent ubezpieczeniowy starej daty klnie i tęskni za papierowymi polisami? Ach, stare piękne czasy. “Tak szybko się wypisywało”. Kiedyś było lepiej.

Po pierwsze, do obsługi papierowej polisy nie trzeba się uczyć obsługi komputera. Zamiast iść z duchem czasu, lepiej próbować zatrzymać czas, nie?

Po drugie, na papierowym wniosku można było wpisać dosłownie wszystko. Opel Astra 2.0? Wpiszmy że 1.6, będzie taniej. Masz 3 lata OC? Wpiszemy 4, do końca roku Ci naleci. Spaliła ci się fabryka, a nie mieliście ubezpieczenia? Wpiszemy odpowiednią datę i oddadzą hajs. W komputerze czegoś takiego nie odwalicie. Komputera nie oszukasz.

Musicie tylko mieć świadomość, że kiedy dane się nie zgadzają, to nic się nie dzieje, i zaoszczędziliście parę złotych. Aby tylko nie było szkody, bo jak będzie szkoda, to wszystko wyjdzie na jaw. Firma ubezpieczeniowa sprawdzi dane i dostaniecie dopłatę do składki. Wy, nie agent. Agent jeśli jest ogarnięty i ma jakąś godność, to weźmie karę na siebie. Jeśli nie, to gówno zaoszczędziliście.

U nas najczęściej tyczyło się to młodych kierowców. Obecnie, o ile mi wiadomo, tylko YouCanDrive nie kara za brak doświadczenia za kółkiem. W każdej innej firmie jak chcecie dopisać dziecko do OC na przykład za auto, składka będzie wyższa. Nie ma od tego wyjątków, jeśli dziecko nie ma skończonych 26 lat i prawa jazdy co najmniej od 3 lat. Ma to również znaczenie, kiedy dziecko jedzie samochodem i spowoduje stłuczkę. Firma zlikwiduje szkodę, ale może zażądać wyrównania składki.

Podsumowanie

Trudno znaleźć agenta ubezpieczeniowego, który nie ma sobie nic do zarzucenia. Takiego co od początku swojej kariery nikogo nie oszukał lub nie okłamał w związku z prowadzoną działalnością. Agent ubezpieczeniowy będzie sprawiał wrażenie uczciwego, aby mu zaufać, ale na końcu i tak obchodzi go to, ile kasy mu wpadnie na koniec miesiąca lub za konkretną polisę.

Łatwo natomiast znaleźć kogoś, kto na polisie wyszedł jak Zabłocki na mydle, dlatego tym postem chciałbym Was na pewne rzeczy uczulić. Agentów i brokerów ubezpieczeniowych jest całe mnóstwo. Każda większa wioska ma swojego agenta. Są lepsi i gorsi. Jak odróżnić dobrego agenta od złego? To omówimy w innym miejscu. W każdym przypadku czynnik wspólny jest jeden – klient. Jeśli zawarliście niekorzystną umowę, w 100% przypadków jest to Wasza wina. Tłumaczenie, że ktoś Was oszukał to marna próba zmniejszenia ciężaru odpowiedzialności za błąd.

Jestem tu, by pomóc Wam unikać błędów.

 

 

 

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x